sobota, 3 października 2015

Od Jaśmin - C.D Masaru

Mężczyzna, który początkowo wydawał się zły, okazał się być wybawicielem...
Po oswobodzeniu i powróceniu na ziemię Jaśmin miała okazję przyjrzeć się swemu bohaterowi. Był to wysoki, umięśniony chłopak o rażąco czerwonych oczach. W tym właśnie atucie nieznajomego Kocica zakochała się najbardziej. Nigdy nie widziała choćby podobnego koloru... A nic tak nie fascynowało Jaśmin jak nowe, nieznane jej dotąd rzeczy.
-Nie umiesz mówić? - spytał Wybawiciel, po opatrzeniu rany błękitnookiej.
Mowa... To jedna z najdziwniejszych i najmniej zrozumiałych dla Jaśmin rzeczy. Niebieskowłosa odkryła w mowie ludzkiej jedną zależność... Jeśli potrafisz z niej korzystać, ludzie każą robić ci to cały czas, jeśli natomiast nie masz takiej umiejętności, nikt nie ma do ciebie pretensji, a i tak jakoś się dogadacie. Więc, choć Wybawiciel od pierwszego spojrzenia stał się drogi sercu dziewczyny, ta, z głębokim żalem, postanowiła go okłamać. Pokręciła słodko łepetyną w geście zaprzeczenia. Wybranek serca podrapał się w tył głowy.
-Ach tak... - odparł chłopak, kierując wzrok w stronę podłogi.
Kocica spojrzała ze zdziwieniem na zakłopotanie rysujące się na twarzy nieznajomego.
Wciąż siedząc na kanapie, wysunęło się lekko w jego stronę, sprawiając, że ich spojrzenia spotkały się. Kocica uśmiechnęła się szeroko do czerwonookiego. Byli teraz baardzo blisko siebie. Gdy ciemnowłosy zdał sobie z tego sprawę, odsunął się do tyłu bardzo gwałtownie, jednak ponieważ tuż za nim siedziały grzecznie jego pupile, przewrócił się, napotykając na swojej drodze jednego z nich. Przekoziołkował w tył, jednak na całe szczęście wylądował na dywanie. Psy automatycznie rzuciły się na Jaśmin, uważając ją za zagrożenie. Kocica przestraszona wykonała salto w tył i, znajdywszy się za kanapą, wymachiwała w kierunku robotów łapą i poczęła na nie charczeć. Czerwonooki podniósł się w tym czasie z podłogi.
-Aurum, Argentum siad! - wykrzyczał na cały głos.
Pupile grzecznie wykonały rozkaz. Twarz chłopaka przybrała okropnego wyglądu. Zęby miał mocno ściśnięte, brwi zmarszczone we wściekłym wyrazie. Czerwonooki począł powoli iść w stronę Kocicy. W miarę, jak się zbliżał, dziewczyna zniżała się coraz bardziej, zakrywając większą część swojej twarzy. Gdy ciemnowłosy stał już przy kanapie, jedynym, co wystawało poza linię oparcia sofy były błękitne oczy. Jaśmin położyła po sobie nawet swoje uszy. Widząc to, twarz mężczyzny momentalnie zmieniła ton. Obecnie rysowało się na niej… Zaciekawienie?
-Czy ty… Potrafisz poruszać uszami?
Niebieskowłosa przytaknęła, zadziwiona błyskawiczną zmianą w zachowaniu Wybawiciela. Osłupienie Kocicy było tak wielkie, że nawet nie zauważyła momentu, w którym nieznajomy znalazł się za nią, zbliżając swe zwinne ręce w stronę uszu dziewczyny. Gdy ich dotknął, Jaśmin podskoczyła przestraszona. Zdezorientowana spojrzała na czerwonookiego. Na jej mordce rysowało się pytanie.
-Ty to poczułaś? Jak? – fascynacja chłopaka nie miała granic.
Błękitnooka, nie do końca rozumiejąc, czego jej Wybawiciel właściwie chce, odskoczyła szybko do tyłu, czując się nieco molestowana. Gdy tylko ciemnowłosy znów spróbował zbliżyć się do Jaśmin, ta zrobiła fikołka w powietrzu, odepchnęła się niezdarnie od jego pleców i skoczyła na jedne z wyższych regałów. Skok jednak był dość… Nieudany, przez co dziewczyna skończyła zwisając z półki, nieudolnie próbując się na nią wspiąć. Nie chcąc spaść, poczęła wymachiwać nogami, co spowodowało, że regał począł się chwiać. Nie mogąc dłużej trzymać się półki, Jaśmin zdjęła z niej swoje łapki, lądując dość twardo na plecach. Niestety, regał postanowił polecieć za nią. Kocica zamknęła oczy i, wysuwając ręce przed siebie, miauknęła cicho, przygotowując się na bolesną chwilę.


Masaru? Ratuj…

niedziela, 27 września 2015

Od Riki

Siedziałam nad projektem już kolejną godzinę przygryzając nerwowo ołówek. Z każdym kolejnym szkicem byłam coraz bardziej nie zadowolona z owej broni. A to ma za małe miejsce na baterie, a to za blisko osadzone stałe elektrody, a kolejnym razem złe parametry. Już po raz piąty próbowałam odtworzyć swoją myśl i przelać ją na papier.
- Ech – westchnęłam i zgniotłam kolejny szkic po czym rzuciłam go w stronę śmietnika.
Od paru dni czułam się jakby opuściła mnie wena do tworzenia. Miałam jednak nadzieję, że ten efekt nie pozostanie na długo. Co by się stało gdyby nagle ta wieloletnia zdolność opuściła mnie od tak? Byłabym co najmniej zdruzgotana takim obrotem spraw. Co miałabym innego robić? Nic nie dawało mi takiego szczęścia.
Skrzyżowałam ręce i położyłam głowę na biurku lekko kręcąc się na ruchomym krześle.
Na podłodze leżał Ame, który machał radośnie ogonem gdy miziałam go po brzuchu bosymi stópkami. Podkładał się pod moimi nogami za każdym razem i swoim spojrzeniem wręcz błagał mnie o głaskanie, a ja widząc to – zawsze mierzwiłam jego białą sierść.
Postanowiłam odświeżyć nieco wiedzę i gwałtownie zaskoczyłam z siedzenia. Pies aż spojrzał na mnie ze zdziwieniem i równie wielkim zaskoczeniem nagłym brakiem paluszków przeczesujących jego bujne futro. Uśmiechnęłam się do niego życzliwie i tanecznym krokiem ruszyłam ku mojej biblioteczce. Stojąc przed nią chwiałam się na piętach i szukałam wzrokiem tytułu książki, która nie zdążyła zostać przeze mnie przeczytana od deski do deski. Maszyny ówczesnej cywilizacji, biotechnologia, podstawy psychologii, procesy technologiczne, chemia... Wszystko dokładnie przerobione i co najmniej raz przejrzane.
- Chyba czas na nową książkę, prawda Ame? - uśmiechnęłam się od psiaka, który mozolnie wygrzebywał się spod biurka.
Nie myśląc długo nałożyłam na nogi moje ukochane trampki i z pełną kieszenią wyszłam tradycyjnie przez okno od mojego pokoju. Mieszkałam na parterze i zawsze wychodziłam w ten sposób, gdyż nie widziałam potrzeby przechodzić całego domu, gdy wyjście było tuż obok.
Ach, taka cudowna pogoda. Na kartkach kalendarza zawitała już jesień, jednak na dworze nie było tego zupełnie widać. Słońce grzało mi plecy gdy przechadzałam się chodnikiem w stronę centrum gildii, a ptaszki wciąż wesoło ćwierkały. Nasz dom znajdował się na uboczu miasta, był jednym z tych budynków, które powstały na samym początku. Zazwyczaj gościła tu cisza i spokój, a sąsiedzi to głównie starsze osoby zajmujące się przyziemnymi czynnościami. W końcu nie każdy brał udział w wiecznych walkach o terytorium, a Gryfy potrzebowały gniazdka na wzór normalnie funkcjonującej społeczności. Tu też były restauracje, kina, banki i wysokie drapacze chmur wypełnione po brzegi biznesmenami. Cóż, niektórzy aż przesadzali z nowymi ośrodkami, a centrum miasta można było określić jednym wielkim technologicznym przepychem. Życie w Or Marais było proste, ludzie z reguły wykształceni, mający prace, rodziny. Wszystko to było jednak iluzją do prawdziwej natury gildii. Tu ciągle toczyła się wojna. Prawda była taka, że każda osoba była monitorowana przez władze, a wszelkie problemy natychmiast niszczono w zarodku. Za grubymi murami była wroga gildia, rządna rozlewu krwi i walki. To przez nią na ulicach wciąż plątali się uzbrojeni legioniści wywołujący najczęściej strach wśród obywateli. Nie brakowało wariatów, którzy w jakiś sposób przeszli na terytorialną stronę Gryfów chcąc dokonać mordu. Wszystko ładnie zorganizowane, ludzie wyszkoleni do zabijania wroga, a reszta to ładnie funkcjonująca społeczność. Przeczucie mówiło jednak, że to tylko cisza przed burzą i, że sielankowe życie niedługo zupełnie się zmieni.
Ruszyłam do pobliskiej księgarni, która od lat dostarczała mi materiały do samodzielnej nauki. Właśnie to miejsce było największą skarbnicą wiedzy w całej gildii.
- Dzień dobry – uśmiechnęłam się życzliwie do miłej, starszej sprzedawczyni.
- Witaj Rika – uniosła kąciki ust lekko ku górze, a jej twarz nabrała większej ilości zmarszczek.
Lekko podskakując ruszyłam do regałów wypełnionych książkami.
Co jakiś czas migały mi tabliczki określające gatunki literatury, a między meblami stali pojedynczy ludzie pochłonięci czytaniem.
Niekiedy zatrzymywałam się i zerkałam na tytuły, lecz dopiero w dziale filozofii znalazłam książkę, która mi odpowiadała.
Położyłam na ladzie upolowany tom pod tytułem „Transcendencja” i zaczęłam grzebać w kieszeni w poszukiwaniu pieniędzy.
- Może chciałabyś do tego jeszcze jedną książkę? Jest w promocji – starsza kobieta uśmiechnęła się do mnie i podała mi mały zielony tomik, na którym nie zarejestrowałam tytułu.
- Co to za książka? - spytałam z ciekawością.
- „Krokodyla noga” - zaśmiała się lekko, a jej pomarszczone policzki wręcz zasłaniały jej małe oczy. - Zbiór bajek.
Bajek? Ostatnio sięgnęłam po coś takiego, gdy byłam naprawdę mała. Po co miałabym je teraz czytać?
Otworzyłam książeczkę, przejrzałam strony i przeczytałam parę pierwszych wersów.
- Ile ona kosztuje?
- Dla Ciebie będzie za darmo.
Podniosłam wzrok i wyszczerzyłam się w stronę staruszki. Jak mogłabym tego nie przyjąć? Co za miła sprzedawczyni! Może i mały gest, ale dla mnie znaczył wiele, z pewnością w przyszłości się odwdzięczę.
- Dziękuję bardzo! - wykrzyknęłam i z uśmiechem na twarzy opuściłam księgarnię.
***
Siedziałam teraz na murku maleńkiego parku na obrzeżach gildii i machałam radośnie nogami. Na kolanach miałam kubełek lodów czekoladowych, które jadłam ze smakiem. Przychodziłam tu codziennie, aby oglądać rodzinę pewnych srok mieszkających na niewielkim drzewku. Swoje obserwacje notowałam w małym, kieszonkowym wydaniu notesu.
W Or Marais żyło niewiele zwierząt, a jeśli występowały to tylko i wyłącznie w niewielkich parkach, takich jak ten.
Był on tak umiejscowiony, że ludzie chcący dotrzeć do centrum nie mogli przez niego nie przejść. W ten oto sposób przez zielony teren co chwilę ktoś przechodził. Naprawdę dziwiłam się tym wszystkim stworzeniom, że mogą mieszkać w miejscu, gdzie praktycznie ciągle panuje zamieszanie. Ale cóż, lepsze to niż gniazdo na dachu wieżowca.
- Aaa psik! - kichnął jeden z przechodniów.
- Na zdrowie! - odpowiedziałam grzecznie nie odrywając wzroku spod kartek notesu.

Przeziębiony ktośku?

piątek, 25 września 2015

Od Masaru - C.D Yasmin

Przetarłem oczy, które wręcz mnie bolały od tego kilkugodzinnego wpatrywania się w jasny ekran monitora. Chyba muszę sobie kupić specjalne okulary do pracy przy komputerze. Jeszcze przez kilka minut uparcie stukałem w klawiaturę. Po tych kilku minutach wyłączyłem to dziadostwo i odsuwając się od biurka na swoim obrotowym krzesełku, powoli wstałem. Jest już chyba późno. Chociaż nie… jest już jasno, to po prostu ja całą noc przesiedziałem. Czyli znowu sobie muszę odpuścić spanie, a może by tak uciąć sobie krótką drzemkę? Chociaż taką tycią? Właśnie miałem sobie obrać za cel kanapę, kiedy usłyszałem szczekanie psów. Ktoś nieproszony tutaj wszedł? Najwyraźniej, z innego powodu by się tak nie zachowywały. Trochę niechętnie, udałem się w tamtym kierunku. I wcale tego nie pożałowałem. Kiedy zobaczyłem dziewczynę z jakimś dziwnym cosplayem kota, uśmiechnąłem się jak jakiś psychol. Mało tego, wiła się i syczała zupełnie jak to zwierze. Swoim dziwnym zachowaniem tylko podsycała agresję u moich pupilków. Leniwym krokiem podszedłem do kocicy torując sobie drogę.
- Aurum! Argentum! Siad! – krzyknąłem kiedy psy prawie mnie przewróciły wpychając te swoje pyski.
Obydwa psy jak na zawołanie siadły, przestając również powarkiwać. Dziewczyna również nieco się uspokoiła, chociaż nadal starała się uwolnić. W sumie to jej się nie dziwię, też bym się wystraszył, kiedy spod dywanu wyleciałaby mi jakaś linka i już po chwili wisiałbym do góry nogami. Złapałem za metalowy sznurek który już po chwili przeciąłem specjalnym nożykiem który znajdował się w moim pasie na narzędzia. Zanim dziewczyna poleciała na głowę, zdążyłem ją złapać za ramię. Może troszkę ją to zabolało, ale przynajmniej nie skręciła sobie karku. Spojrzała i syknęła na mnie, zrobiłem lekki unik, żeby nie oberwać jej ‘’pazurkami’’ w policzek.
- Nie rzucaj się tak, jesteś ranna – powiedziałem rozbawiony.
Kiedy tylko o tym wspomniałem, dziewczyna jakby sobie przypomniała o zranionej nodze. Nie wyglądało to jakoś poważnie, ale ranę trzeba było odkazić, nie zdziwiłbym się, gdyby ten drucik był już lekko zardzewiały… leżał tam dosyć długo. Dotknąłem jej pleców, żeby zrobiła krok w przód. Chciałem, żeby sobie gdzieś usiadła, łatwiej będzie mi się wtedy tym zająć. Kiedy szła, jej sylwetka była dziwnie zgarbiona, może stało jej się coś gorszego? Zresztą nie wiem, nie jestem medykiem i nigdy nim nie będę. Dlatego nie chcę snuć dziwnych fantazji. Posadziłem dziewczynę wygodnie na kanapie i kazałem jej chwilkę zaczekać, zresztą przez wspaniałą eskortę w postaci psów, nawet nie byłaby w stanie uciec. Przyniosłem kilka potrzebnych rzeczy do opatrzenia jej ran. Wpierw mały wacik zamoczyłem w wodzie utlenionej, kiedy tylko przytknąłem go do jej ranki, ta zaczęła skiauczeć.
- Nie wyrywaj mi tak tej nogi – poprosiłem wręcz zdesperowanym głosem.
Chwilę mi to zajęło, ale kiedy jej noga była już obwiązana bandażem, jakby się uspokoiła.
- No i po krzyku… chociaż nie wiem po co ci pomagam, skoro włamałaś się do mojej super tajnej bazy.
- Miau? – przekrzywiła głowę jakby zdziwiona.
- Nie umiesz mówić? – zapytałem zdziwiony

(Yasmin? Szorki że takie beznadziejne)

Od Toxicy - C.D Aki

Dziewczyna postanowiła już wyjść. Skrzywiłem się troszku na myśl o tym, że Aki nie ma żadnych opiekunów. Nikt nie powie jej co jest złe, a co dobre... Nikt nie przypilnuje. Odruchowo krzyknąłem: "Poczekaj!". Dopiero po czasie zrozumiałem, że nowa znajoma zatrzymała się i zaczęła głaskać moją szynszylę. Czekała, aż coś powiem. Zastanawiałem się co to by mogło być.
- Powinnaś uważać. Głodowanie jest naprawdę niebezpieczne, szczególnie dla osób w twoim wieku. Młody organizm potrzebuje dużo energii, a ona bierze się między innymi z związków węglowodanów i cukrów, ale też tłuszczów i białek, które znajdują się w pożywieniu. Co gorsza, jeśli się głodzisz po czasie będziesz zmęczona, grozić ci może wiele różnych dolegliwości. Weźmy przykładowo apatię, która często bywa objawem depresji. Nie zapominajmy o anoreksji. Wiele nastolatek zaczyna być anorektyczkami, chociaż ta choroba dotyczy również dorosłych. Nie pomijajmy również panów. - Troszku się rozgadałem. Przerwałem na chwilę by wziąć oddech. - Bulimia też jest groźna... Poza tym teraz mi będzie szkoda tej zupy. Straszna bieda, ja nie jestem głodny, a po następnym podgrzaniu nie będzie się nadawać.
Szybciutko odłożyłem szynszylę na podłodze, a Aki złapałrm by przypadkiem nie uciekła. Ma zjeść tą zupę. Nie obchodzi mnie to co sobie myśli. Takie biedne dzieciątka powinny dużo jeść by zdrowo rosły... Dla własnego zdrowia! Posadziłem dziewczynę na kanapie. Następnie próbowałem zmusić do jedzenia. Ta zaczęła się wiercić i troszku rzucać na wszystkie strony. Zahaczyła nogą o stół. Miska, która na nim stała, zsunęła się po nim i z hukiem uderzyła o ziemię. Aki poczuła lekką ulgę - nie musiała już jeść. Wkurzyłem się i niestety dałem to po sobie poznać. Zmarszczyłem brwi i spojrzałem na uradowaną twarzyczkę nastolatki. Rozejrzałem się po mieszkanou, mój zwierzak, na całe szczęście, siedział sobie bezpieczie w klatce. Szybciutko się podniosłem. Skrzyżowałem ręce na piersi i stanowczo rozkazałem Aki posprzątać potłuczoną miskę i rozlaną zupę. Ta jednak przeczyła głową, wypierała się swojej winy. Tłumaczyła tylko, że to przeze mnie. Otóż nie! Jakby jadła grzecznie, tak by się nie skończyło. Kazałem, prosiłem, ale nic. Uparta jak osioł, nie ruszyła tyłka z miejsca i śmiała się. Podszedłem do szafki, zabrałem klucze. Znalazłem się przy drzwoach wyjściowych. Usłyszałem kroki, a po chwili zza rogu wyłoniła się postać dziewczyny. Zamknąłem mieszkanko na górny zamek - tylko na zewnątrz potrzebny kluczyk i na dolny - tylko klucz może je otworzyć. Złośliwie uśmiechnąłem się do niej. Przedmiot trzymany w rękach schowałem do kieszeni. Przeszedłem do salonu, wydobył się dźwięk ruszania klamki. Nieco wkurzona wpadła do pomieszczenia, obrzuciła "pieszczotliwymi" przezwiskami i żądała bym ją wypuścił. Nie przejmując się tym złapałem swojego pupila i zacząłem zabawę z nim.
- Nie wypuszczę cię póki nie posprzątasz. Radzę ci się pośpieszyć. W każdej chwili mogą wpaść "kumple" i będzie dosyć niezręcznie...

Aki? Długo pisane, a krótkie wyszło...

czwartek, 24 września 2015

Od Yasmin - do Masaru

Wstał kolejny, ponury dzień w Or Marais. Słońce już 7 dzień z rzędu nie wychyliło się zza szarych kłębaczy. Ogromne, kilkudziesięciopiętrowe budynki gasły powoli ustępując miejsce niezauważalnej wręcz porze dziennej porze. Lekka mgła unosiła się wciąż nad ulicami miasta, nadając mu nietypowej atmosfery, która to niejednokrotnie skutecznie zniechęcała ludność cywilną do wysunięcia nosów poza progi swych domostw. Jednak obowiązki wzywały… Mimo niepewności na twarzach i trwogi w sercach ludzie opuszczali swe bezpieczne domy i poczęli przemieszczać się po betonowej dżungli w swój cykliczny sposób, nerwowo rozglądając się wokół i omijając szerokim łukiem wszelkie zaułki.
W jednej z takich bocznych przecznic budziła się właśnie dziewczyna bezdomna o hipnotyzującym spojrzeniu i bladej cerze. Wychyliła głowę z kartonowego pudełka, w którym spędziła noc i rozejrzała się szybko. Upewniwszy się, że jest sama, przeciągnęła się i ziewnęła ospale. Jej błękitne włosy plotły się wokół jej rąk i nóg, utrudniając bezdomnej wydostanie się z „łóżka”. Próbując wstać, błękitnooka nadepnęła na pasmo swych kudłów, przez co straciła równowagę i, przewracając kartonowe pudło, przekoziołkowała do przodu, zatrzymując się na ścianie. Jej głowa znajdowała się obecnie na gruncie, nogi natomiast usadowione miała wysoko w górze.
Dziewczyna wstała nieśpiesznie i otrzepała się z brudu i kurzu. Następnie próbowała sobie przypomnieć, jakim to sposobem znalazła się w obecnym miejscu, jednak, mimo wielkich starań, w jej głowie panowała pustka. Nim jeszcze zaczęła zastanawiać się, co powinna zrobić dalej, żołądek postanowił dać jej znać o swoim istnieniu. Niebieskowłosa postanowiła więc zdobyć coś, co zaspokoi jej głód. W pierw jednak wychyliła głowę zza rogu, przyglądając się otoczeniu. Nie zna tego miejsca… Nigdy wcześniej tu nie była.
Tak to już jest z tym miastem. Gdy myślisz, że znasz je całe, nagle trafiasz w miejsce, o którego istnieniu nie miałeś zielonego pojęcia…
W każdym bądź co bądź razie, bystre oko Yasmin, bo także było na imię bladoskórej dziewoi, dostrzegło niewielki, miejscowy sklepik znajdujący się na końcu ulicy, jednak… Ku zdziwieniu dziewczyny do jej nozdrzy dotarł niezwykle apetyczny zapach… Błękitnooka oblizała się ze smakiem. Sklep z całą pewnością był bezpieczniejszą opcją, jednak kusząca woń pochłonęła rozum dziewczyny bez reszty. Ruszyła za nim niczym wilk za wonią mięsa. Nie zwracała uwagi na krytykujące spojrzenia przechodniów… Teraz liczyło się tylko jedzenie.
Zmysł węchu doprowadził Yasmin do sporego, nieznanego jej budynku. Mimo wszelkich obaw, dziewczyna postanowiła wejść do środka. Zadziwiająco szybko znalazła uchylone okno, wsunęła przez nie szczupłą dłoń i sprawnym ruchem otworzyła je na oścież. Niebieskowłosa znalazła się w sporym, ładnie wystrojonym pokoju. Znajdowały się tu fotele, kanapy, ogromny telewizor zawieszony na ścianie, wysokie półki po brzegi wypełnione książkami i sporo innych rzeczy, których przeznaczenia Yasmin nie znała. Błękitnooka rozglądała się chwilę po pomieszczeniu, jednak do jej nozdrzy znów dotarła cudowna woń. Ruszyła za nią jak po sznurku, nie rozglądając się nawet po czym stąpa. I to był jej błąd. W momencie, w którym nastąpiła na dywan, jej stopa została skorumpowana przez cienką, żelazną linkę, która w błyskawicznym tempie poleciała w górę, tak, że dziewczyna zawisła do góry nogami. Zdezorientowana Yasmin zaczęła się szamotać, jednak jedynie pogorszyła swoją sytuację. Pętla zaczęła się zaciskać i wżynać w skórę niebieskowłosej. Ta zaczęła jęczeć z bólu, co z kolei przywołało dwa, sporej wielkości, wychudłe psy, które poczęły skamleć i rzucać się w stronę bezbronnej dziewczyny, która, bezskutecznie, próbowała odgonić psy drapiąc je po pyskach. Nie dość, że nie kaleczyło ich to, to jeszcze wydawały się być coraz bardziej wściekłe. Błękitnooka poczęła miotać się, charczeć na kundle i piszczeć z bólu. Zaczęła panikować, nie mając pojęcia co zrobić. Jakby tego było mało, w progu pojawił się ciemnowłosy, wysoki mężczyzna z demonicznym uśmieszkiem na twarzy.


Masaru? Co zrobisz z nieproszonym gościem?

wtorek, 22 września 2015

Aurea Gryphes - Yasmin Jess!

Yasmin Jess
ADRES E-MAIL: as.yuukii@gmail.com
LOGIN: Le Panda
INNE ZDJĘCIA:
GŁOS: [X]
POCHWAŁY/OSTRZEŻENIA: 0/0
~~~
IMIĘ & NAZWISKO: Yasmin
PSEUDONIM: Jess
~~~
  • WIEK: około 18
  • PŁEĆ: Kobieta
  • WZROST: w pozycji wyprostowanej dokładnie 170,5 cm
  • ORIENTACJA: Heteroseksualizm
  • ULUBIONY KOLOR: Fioletowy
  • KOLOR OCZU: Błękitne
  • ZAINTERESOWANIA: Poza śledzeniem Masaru-kun i wylegiwaniem się lubi gotować. Mało tego, potrafi to robić. Z dowolnych składników jest w stanie stworzyć coś wyjątkowego. Znacznie bardziej jednak fascynuje ją świat wypieków. Potrafi godzinami przesiadywać w kuchni, przygotowując a następnie przyozdabiając swoje wyroby. Tak, pod tym względem prawdziwa z niej artystka… Uwielbia także płatać figle, nie rozumiejąc, że jej niewinne wybryki mogą kogoś zdenerwować. Warto też wspomnieć, że nie byle jaka z niej akrobatka. Potrafi robić salta w powietrzu, skakać na dalekie dystanse, zginać się w każdą możliwą stronę… Jej ciało jest jak połączenie gumy z kauczukiem.
  • ZAWÓD: Profesjonalny kradziej jedzenia
KREWNI: ---
SYMPATIA: Masaru-kun
W ZWIĄZKU Z: ---
EX: ---
~~~
OSOBOWOŚĆ: Jaśmin zawsze była uważana za dziwadło. Ludzie zazwyczaj trzymali się od niej na odległość i niezależnie od tego, jak bardzo się starała, nie mogła znaleźć żadnych przyjaciół. Nasuwa się tu pytanie: Dlaczego? Odpowiedź jest zadziwiająco prosta. Wszystko przez… nietypowe zachowanie dziewczyny. Jaśmin bowiem zachowuje się jak kot. Dosłownie. Często chodzi na czworaka, liże swoją skórę, wskakuje na meble (zwłaszcza te wysokie), a często zamiast mowy ludzkiej używa kociej. Jej zachowanie wobec ludzi również jest dość… Charakterystyczne. Jeśli kogoś polubi, to łasi się do niego i mruczy, jeśli zaś ktoś nie przypadnie jej do gustu, można przygotowywać się na falę lamentów i charczenia. Nie martwcie się, Jaśmin nie jest niemową. Po prostu nie przepada mówić, w pewnym sensie jest to dla niej niewygodne. Jeśli już jednak zacznie, to na końcu każdej wypowiedzi znajdzie się krótkie „nian”. Poza tymi cechami Jess ma także kocią grację, rozwinięty wzrok, słuch i węch a nawet swego rodzaju „koci instynkt”. Pozwala jej on na wykrywanie wszelkich niebezpieczeństw, a nawet kłamstw. Oj tak, Kocica dobrze wie, kiedy nie mówisz prawdy. Mimo tych dziwactw, Jess jest całkiem sympatyczną osobą, skorą do pomocy. Lubi poznawać i spędzać czas z nowymi ludźmi (oczywiście nie wszystkimi…). Potrafi słuchać i pocieszać, a to uśmiechem, a to cichym pomrukiwaniem. Chodź na to nie wygląda, jest całkiem bystra. Dość szybko kojarzy fakty i łączy ze sobą wątki. Mimo inteligencji, codzienne zachowanie Jaśmin przypomina raczej te dziecięce. Dziewczyna uwielbia się bawić, często denerwując tym innych. Nieraz potrafi wpaść przez to w kłopoty, jednak zawsze udaje jej się jakoś z nich wybrnąć. Śmiało można powiedzieć, że Kocica jest istotą niezależną, a jednak samotne życie jest dla niej udręką. Uwielbia czuć się potrzebna, jeśli zdobędziesz jej zaufanie, będzie w stanie zrobić dla ciebie wszystko. Jaśmin jest osobą słowną. Jeśli coś obieca, co danego słowa dotrzyma, choćby nie wiem co. Warto wspomnieć, że mściwa z niej bestia. Jeśli wyrządzisz jej krzywdę lub sprawisz przykrość, możesz być pewien, że czeka cię okrutna zemsta.
APARYCJA: Jaśmin to dość wysoka dziewczyna o zgrabnej sylwetce i widocznych, kobiecych atutach. Pierwszą rzeczą, na która zwraca się uwagę (poza kocimi elementami) są z pewnością hipnotyzujące, błękitne oczy i piękne, sięgające do pasa włosy w tym samym kolorze. Skóra Kocicy jest blada i bardzo miła w dotyku. Jej buzia jest dość pyzata, widoczne są również lekkie rumieńce, kontrastujące z jasną cerą. Usta i nos Jess są drobne, podkreślają słodki, koci wygląd. Ubiór dziewczyny jest luźny, często nieskromny, jednak prawie nigdy nie nosi sukienek czy spódnic. Nieraz natomiast zdarza się jej chodzić po domu w samej bieliźnie, co często spotykane jest z krytyką.
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Uszka i ogon kota, z którymi prawie nigdy się nie rozstaje (niestety nie są prawdziwe…)
HISTORIA: Niewiele wiadomo na temat rodziny Jaśmin. Swojej dalekiej przeszłości nie pamięta nawet sama Kocica. Jedyne, co ma, to prześwity, kilka momentów, które zostały w jej głowie, są one jednak rozmazane i bardzo niepewne. Pierwsze wyraźnie wspomnienia pochodzą z życia Kocicy na ulicach Or Marais. Jaśmin nigdy nie rozumiała ludzi, ich sposobu życia, myślenia, ich dziwacznych zachowań i wygórowanych potrzeb. Nieważne, jak bardzo się starała, nigdy nie była w stanie wpasować się w ich dziwny świat. Nie rozumiała też, dlaczego, gdziekolwiek by nie poszła, była odtrącana i przeganiania. Brak pieniędzy i akceptacji ludzi sprawił, że dziewczyna pozostawała bezdomna. Jadła rzeczy, które udało jej się znaleźć w śmietniku, sypiała w wyrzuconych, kartonowych pudłach lub innych znaleziskach. Obecnie jednak, przyzwyczajona już do miasta, pozwala sobie na znacznie zuchwalsze czyny. Noce przesypia zazwyczaj na strychach lub w piwnicach, a jedzenie wykrada z domów lub nawet sklepów, barów i mniejszych knajpek. Nikt nigdy nie złapał jej na kradzieży, jednak czy tak pozostanie?
CIEKAWOSTKI:
  • Jaśmin nienawidzi nudy. Na wszelkie możliwe sposoby próbuje znaleźć sobie coś do roboty, zatem dobrym pomysłem będzie wyznaczenie jej konkretnych zadań, tak, aby była czymś zajęta. Wtedy skupi się na swoich obowiązkach i nie będzie stwarzała problemów.
  • Mańkut 
  • Potrafi zasnąć właściwie wszędzie i w każdej pozycji
  • Nie zna daty swoich urodzin, a nawet swojego dokładnego wieku
  • W pozycji pionowej bywa rzadko, zazwyczaj porusza się na czworakach, jeśli już stoi, to zazwyczaj nieco zgarbiona
  • Nienawidzi pryszniców, jeśli już musi się kąpać to tylko w wannie
  • Nie posiada paszportu ani dowodu osobistego, nie znajdziesz jej w żadnym spisie
  • Nie zna swojego nazwiska, imię wymyśliła sama
~~~
♦GILDIA♦:
PSEUDONIM: Jaśmin, Kocica
STANOWISKO: Legionistka
UMIEJĘTNOŚĆ: Urodzona stalkerka. Potrafi śledzić kogoś godzinami, a jej ofiara nawet się nie zorientuje, że coś jest nie tak. Umie poruszać się bezszelestnie i, w razie potrzeby, bardzo dobrze wtapiać się w tło. Jest też bardzo zwinna, co niejednokrotnie pozwala bardzo szybko ukryć się np. na drzewie.
EKWIPUNEK: Ostre pazurki, w ostateczności kły

niedziela, 20 września 2015

Od Aki - C.D Toxicy

Toxica złapał mnie za nadgarstek i zaczął ciągnąć w stronę swojego mieszkania. Oczywiście próbowałam go powstrzymać, ale ani próba szarpania się, ani stawania i zapierania się nogami nic nie dawała. Nie mam siły, bo niby jakim cudem mam ją mieć? Wracając do tematu... Nie obyło się także bez wyzwisk, które także zostały zignorowane. Idiota. Skoro nie chcę, to nie. Tak trudno to zrozumieć? Po jakimś czasie znaleźliśmy się przed drzwiami jego mieszkania. Powoli weszłam do środka, po czym usiadłam tam, gdzie mi kazał ten p ojeb. Chwilę później przyszedł z miską pełną ciepłej zupy. Kuźwa. Zjadłabym coś, ale nie mogę. Po pierwsze nie mam zamiaru od nikogo przyjmować jedzenia, a po drugie nie mam pewności, czy jest to na pewno zwykła zupa. Ja tego człowieka nie znam. Przecież może próbować mnie otruć. Odwróciłam wzrok w drugą stronę i zaczęłam tupać. Zauważyłam, że po coś poszedł.
- Nie powinnaś się włóczyć sama po zmroku.
Spojrzałam w jego stronę, na rękach trzymał gryzonia. Chyba szynszylę.
- A kto mi tego zabroni? Ty? - powiedziałam lekko zirytowana.
Chłopak westchnął, po czym powiedział:
- Myślałaś może o tym, że rodzice mogą się o ciebie martwić? - zapytał
- Moi rodzice nie żyją. Coś jeszcze? - przewróciłam oczami.
Troszeczkę mnie już wkurzał. Przez chwilkę zastanawiał się co powiedzieć.
- Aaaa... Opiekuni prawni?
- Yyyy... Nie?
- Czyli jesteś sierotą? - zapytał tak, jakby lekko nie dowierzał.
- No brawo! - zaczęłam cicho klaskać
Wlepiłam wzrok w ścianę przed sobą i zastanawiałam się, kiedy zada kolejne pytanie. O dziwo długo nic nie mówił, tak jakby nie wiedział, co w takiej sytuacji robić. Chwilę jeszcze nad tym myślałam, po czym przypomniałam sobie o zwierzaczku, którego trzymał. Był taki fajny, ale nie mam zamiaru zwracać na niego uwagi. Kurdę... Chciałabym go pogłaskać. Wstałam z miejsca, po czym oznajmiłam:
- Chyba już pójdę. Nie mam zamiaru ani jeść, ani dalej tu przebywać. - powiedziałam kierując się do wyjścia.
- Poczekaj! - krzyknął, kiedy przechodziłam obok niego.
Odwróciła m się w jego stronę i pogłaskałam szynszylę (niestety xdd)
-Hmmm?

<Toxica?>