piątek, 25 września 2015

Od Masaru - C.D Yasmin

Przetarłem oczy, które wręcz mnie bolały od tego kilkugodzinnego wpatrywania się w jasny ekran monitora. Chyba muszę sobie kupić specjalne okulary do pracy przy komputerze. Jeszcze przez kilka minut uparcie stukałem w klawiaturę. Po tych kilku minutach wyłączyłem to dziadostwo i odsuwając się od biurka na swoim obrotowym krzesełku, powoli wstałem. Jest już chyba późno. Chociaż nie… jest już jasno, to po prostu ja całą noc przesiedziałem. Czyli znowu sobie muszę odpuścić spanie, a może by tak uciąć sobie krótką drzemkę? Chociaż taką tycią? Właśnie miałem sobie obrać za cel kanapę, kiedy usłyszałem szczekanie psów. Ktoś nieproszony tutaj wszedł? Najwyraźniej, z innego powodu by się tak nie zachowywały. Trochę niechętnie, udałem się w tamtym kierunku. I wcale tego nie pożałowałem. Kiedy zobaczyłem dziewczynę z jakimś dziwnym cosplayem kota, uśmiechnąłem się jak jakiś psychol. Mało tego, wiła się i syczała zupełnie jak to zwierze. Swoim dziwnym zachowaniem tylko podsycała agresję u moich pupilków. Leniwym krokiem podszedłem do kocicy torując sobie drogę.
- Aurum! Argentum! Siad! – krzyknąłem kiedy psy prawie mnie przewróciły wpychając te swoje pyski.
Obydwa psy jak na zawołanie siadły, przestając również powarkiwać. Dziewczyna również nieco się uspokoiła, chociaż nadal starała się uwolnić. W sumie to jej się nie dziwię, też bym się wystraszył, kiedy spod dywanu wyleciałaby mi jakaś linka i już po chwili wisiałbym do góry nogami. Złapałem za metalowy sznurek który już po chwili przeciąłem specjalnym nożykiem który znajdował się w moim pasie na narzędzia. Zanim dziewczyna poleciała na głowę, zdążyłem ją złapać za ramię. Może troszkę ją to zabolało, ale przynajmniej nie skręciła sobie karku. Spojrzała i syknęła na mnie, zrobiłem lekki unik, żeby nie oberwać jej ‘’pazurkami’’ w policzek.
- Nie rzucaj się tak, jesteś ranna – powiedziałem rozbawiony.
Kiedy tylko o tym wspomniałem, dziewczyna jakby sobie przypomniała o zranionej nodze. Nie wyglądało to jakoś poważnie, ale ranę trzeba było odkazić, nie zdziwiłbym się, gdyby ten drucik był już lekko zardzewiały… leżał tam dosyć długo. Dotknąłem jej pleców, żeby zrobiła krok w przód. Chciałem, żeby sobie gdzieś usiadła, łatwiej będzie mi się wtedy tym zająć. Kiedy szła, jej sylwetka była dziwnie zgarbiona, może stało jej się coś gorszego? Zresztą nie wiem, nie jestem medykiem i nigdy nim nie będę. Dlatego nie chcę snuć dziwnych fantazji. Posadziłem dziewczynę wygodnie na kanapie i kazałem jej chwilkę zaczekać, zresztą przez wspaniałą eskortę w postaci psów, nawet nie byłaby w stanie uciec. Przyniosłem kilka potrzebnych rzeczy do opatrzenia jej ran. Wpierw mały wacik zamoczyłem w wodzie utlenionej, kiedy tylko przytknąłem go do jej ranki, ta zaczęła skiauczeć.
- Nie wyrywaj mi tak tej nogi – poprosiłem wręcz zdesperowanym głosem.
Chwilę mi to zajęło, ale kiedy jej noga była już obwiązana bandażem, jakby się uspokoiła.
- No i po krzyku… chociaż nie wiem po co ci pomagam, skoro włamałaś się do mojej super tajnej bazy.
- Miau? – przekrzywiła głowę jakby zdziwiona.
- Nie umiesz mówić? – zapytałem zdziwiony

(Yasmin? Szorki że takie beznadziejne)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz