Wstał kolejny, ponury dzień w Or Marais. Słońce już 7 dzień z rzędu nie wychyliło się zza szarych kłębaczy. Ogromne, kilkudziesięciopiętrowe budynki gasły powoli ustępując miejsce niezauważalnej wręcz porze dziennej porze. Lekka mgła unosiła się wciąż nad ulicami miasta, nadając mu nietypowej atmosfery, która to niejednokrotnie skutecznie zniechęcała ludność cywilną do wysunięcia nosów poza progi swych domostw. Jednak obowiązki wzywały… Mimo niepewności na twarzach i trwogi w sercach ludzie opuszczali swe bezpieczne domy i poczęli przemieszczać się po betonowej dżungli w swój cykliczny sposób, nerwowo rozglądając się wokół i omijając szerokim łukiem wszelkie zaułki.
W jednej z takich bocznych przecznic budziła się właśnie dziewczyna bezdomna o hipnotyzującym spojrzeniu i bladej cerze. Wychyliła głowę z kartonowego pudełka, w którym spędziła noc i rozejrzała się szybko. Upewniwszy się, że jest sama, przeciągnęła się i ziewnęła ospale. Jej błękitne włosy plotły się wokół jej rąk i nóg, utrudniając bezdomnej wydostanie się z „łóżka”. Próbując wstać, błękitnooka nadepnęła na pasmo swych kudłów, przez co straciła równowagę i, przewracając kartonowe pudło, przekoziołkowała do przodu, zatrzymując się na ścianie. Jej głowa znajdowała się obecnie na gruncie, nogi natomiast usadowione miała wysoko w górze.
Dziewczyna wstała nieśpiesznie i otrzepała się z brudu i kurzu. Następnie próbowała sobie przypomnieć, jakim to sposobem znalazła się w obecnym miejscu, jednak, mimo wielkich starań, w jej głowie panowała pustka. Nim jeszcze zaczęła zastanawiać się, co powinna zrobić dalej, żołądek postanowił dać jej znać o swoim istnieniu. Niebieskowłosa postanowiła więc zdobyć coś, co zaspokoi jej głód. W pierw jednak wychyliła głowę zza rogu, przyglądając się otoczeniu. Nie zna tego miejsca… Nigdy wcześniej tu nie była.
Tak to już jest z tym miastem. Gdy myślisz, że znasz je całe, nagle trafiasz w miejsce, o którego istnieniu nie miałeś zielonego pojęcia…
W każdym bądź co bądź razie, bystre oko Yasmin, bo także było na imię bladoskórej dziewoi, dostrzegło niewielki, miejscowy sklepik znajdujący się na końcu ulicy, jednak… Ku zdziwieniu dziewczyny do jej nozdrzy dotarł niezwykle apetyczny zapach… Błękitnooka oblizała się ze smakiem. Sklep z całą pewnością był bezpieczniejszą opcją, jednak kusząca woń pochłonęła rozum dziewczyny bez reszty. Ruszyła za nim niczym wilk za wonią mięsa. Nie zwracała uwagi na krytykujące spojrzenia przechodniów… Teraz liczyło się tylko jedzenie.
Zmysł węchu doprowadził Yasmin do sporego, nieznanego jej budynku. Mimo wszelkich obaw, dziewczyna postanowiła wejść do środka. Zadziwiająco szybko znalazła uchylone okno, wsunęła przez nie szczupłą dłoń i sprawnym ruchem otworzyła je na oścież. Niebieskowłosa znalazła się w sporym, ładnie wystrojonym pokoju. Znajdowały się tu fotele, kanapy, ogromny telewizor zawieszony na ścianie, wysokie półki po brzegi wypełnione książkami i sporo innych rzeczy, których przeznaczenia Yasmin nie znała. Błękitnooka rozglądała się chwilę po pomieszczeniu, jednak do jej nozdrzy znów dotarła cudowna woń. Ruszyła za nią jak po sznurku, nie rozglądając się nawet po czym stąpa. I to był jej błąd. W momencie, w którym nastąpiła na dywan, jej stopa została skorumpowana przez cienką, żelazną linkę, która w błyskawicznym tempie poleciała w górę, tak, że dziewczyna zawisła do góry nogami. Zdezorientowana Yasmin zaczęła się szamotać, jednak jedynie pogorszyła swoją sytuację. Pętla zaczęła się zaciskać i wżynać w skórę niebieskowłosej. Ta zaczęła jęczeć z bólu, co z kolei przywołało dwa, sporej wielkości, wychudłe psy, które poczęły skamleć i rzucać się w stronę bezbronnej dziewczyny, która, bezskutecznie, próbowała odgonić psy drapiąc je po pyskach. Nie dość, że nie kaleczyło ich to, to jeszcze wydawały się być coraz bardziej wściekłe. Błękitnooka poczęła miotać się, charczeć na kundle i piszczeć z bólu. Zaczęła panikować, nie mając pojęcia co zrobić. Jakby tego było mało, w progu pojawił się ciemnowłosy, wysoki mężczyzna z demonicznym uśmieszkiem na twarzy.
Masaru? Co zrobisz z nieproszonym gościem?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz