Krzesło opadło na ziemię zaraz po tym, kiedy potraktowałem je solidnym kopnięciem. Zdenerwowany, oparłem się o biurko spoglądając z byka w niebieski monitor. Pytam się, ile razy to gówno się jeszcze zepsuje? Kopnąłem komputer, dosyć lekko ale i tak przesunął się jakieś pięć centymetrów do tyłu. Dwa metalowe psy, przyglądały mi się ze stoickim spokojem. Nie miały w zwyczaju reagować na tego typu hałasy, chyba zmienię im oprogramowanie. Jak na razie są nastawione na strażników, które reagują tylko i wyłącznie kiedy coś mi zagraża. Nie potrafią zareagować na mój dotyk, są nieruchome. Chciałbym wprowadzić do nich coś bardziej… z psiego zachowania. Nie ukrywam, że siedząc tutaj samotnie brakuje mi towarzystwa, a jak to się mówi… pies najlepszym towarzyszem człowieka. Dotknąłem złotego łba Aurum, dotyk jego chłodnej powierzchni był kojący. Zmrużyłem oczy i sięgnąłem po mały śrubokręt. Wiele roboty z tym nie było, wystarczyło tylko ‘’wymienić’’ kilka rzeczy. Już po niecałych dwóch godzinach oba psy rozglądały się po pomieszczeniu. Chwila prawdy. Argentum wstał z ziemi i utkwił swój wzrok we mnie, drugi pies zrobił to samo. Po chwili obydwa psy jak na zawołanie skoczyły na mnie, powalając mnie na podłogę. Zaczęły merdać swoimi mechanicznymi ogonami i cicho popiskiwać, mimowolnie zaśmiałem się głaskając je po wyginających się grzbietach. Przez chwilę tak jeszcze szalały, aż ponownie się uspokoiły. Dumny ze swojej malutkiej roboty wstałem, jednak moja zadowolona mina zniknęła wraz z piskiem kolejnego komputera. Już myślałem, że kolejny poszedł z dymem a tu niespodzianka. Kamery wykryły coś ciekawego. Podszedłem do monitora zaciekawiony tym zjawiskiem, okazało się, że to jakiś chłopak ścigany przez stróży prawa. Czyli jednak nic ciekawego, już miałem odejść od monitora, kiedy moją uwagę przykuła jego metalowa ręka. To wszystko działo się dosyć blisko stąd, więc może sobie to pooglądam z bliska? Odwróciłem się na pięcie, wyminąłem psy i wybiegłem z budynku. Nie minęło kilka minut, kiedy przyglądałem się całej akcji z dachu jakiegoś budynku. Cała akcja chłopaka zakończyłaby się sukcesem, gdyby nie to, że rura do której się ‘’przyczepił’’ nie oderwała się od budynku. Potem jakoś udało mu się uciec, ale znowu jego życie wisiało na włosku. Przez jakiś czas przyglądałem się z ukrycia, patrząc na wykrzywioną z bólu twarz chłopaka. W momencie w którym miał już spaść, złapałem go za ramię i wciągnąłem na górę. Stanął na swoje nogi i od razu odwrócił się do gości, którzy go ścigali.
- Oj, Mustang. Tyle razy ci mówiłem, że alchemia czyni cuda, a ty dalej myślisz, że zrobisz mi krzywdę takim badziewiem! – krzyknął, w momencie kiedy mężczyźni przygotowali się do oddania strzałów przyklęknął i dotknął stalową ręką podłoża. Kamienna ściana, na kształt muru wyrosła spod ziemi broniąc nas przed kulami, z niedowierzenia aż otworzyłem szerzej oczy. – Rusz się! – chłopak trącił mnie jakby przypominając sobie o tym, że nadal tutaj jestem.
Przytaknąłem i pobiegłem przed siebie, nie wiem jaką wytrzymałość miał ten mur, więc lepiej będzie się stąd oddalić w jak najkrótszym czasie. Chłopak chciał skręcić w prawo, ale pociągnąłem go w lewo. Co nie było trudne, bo był dosyć… drobny.
- Ej! Gościu! Co ty wyprawiasz!? – spróbował się wyszarpać, jednak nie zamierzałem go puścić. – Co ty tam tak w ogóle robiłeś?
- Mógłbym zapytać Cię dokładnie o to samo – spojrzałem na niego z góry – nie wiem czy wiesz, ale jesteś na moim ‘’terenie’’.
- Gdzie niby jestem? – spojrzał na mnie jak na wariata.
- Chyba nie jesteś tutaj zbyt długo... albo jesteś po prostu mało obeznany. Słyszałeś o tutejszych Gildiach?
(Edward? Wybacz, że tak marnie XD)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz